Scrollujesz o drugiej w nocy
Przewijasz feed o drugiej w nocy. Światło ekranu bije w twarz. Palec przesuwa się mechanicznie, niemal sam – w górę, w górę, w górę. I nagle to widzisz.
Post. Polityk, którego nie znosisz, właśnie powiedział coś absolutnie obrzydliwego. Jest nawet nagranie. Albo: celebryta okazał się reptilianinem. Albo – i to brzmi prawie jak żart – „naukowcy potwierdzili", że codzienne picie coli przedłuża życie o piętnaście lat.
Serce ci przyspiesza. Palec sam leci w kierunku „udostępnij" albo do okienka komentarza: CO ZA IDIOTA. Czujesz to – przypływ adrenaliny, oburzenia, dziwnej satysfakcji. Coś w środku mówi: muszę to pokazać. I scrollujesz dalej.
Nie jesteś sam.
W roku 2026 fake newsy i teorie spiskowe przestały być tylko błędem informacyjnym. Przestały być wyłącznie narzędziem politycznej manipulacji. Stały się czymś innym – produktem rozrywkowym. Czymś, co dostarcza dopaminy na poziomie dobrych gier wideo, seriali, od których nie możesz się oderwać, albo wygranej w automacie. Dezinformacja nie musi już nikogo na serio przekonywać. Wystarczy, że jest emocjonalnie smaczniejsza niż nuda faktów i rzeczywistości.
Ten tekst to próba odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się dzieje? Od biologii naszego mózgu, przez algorytmy platform, po kulturowe skutki, które dopiero zaczynamy rozumieć.
I jeszcze jedno pytanie, może najważniejsze: czy jeszcze potrafimy odróżnić zabawę od manipulacji?
Kiedy kłamstwo staje się rozrywką
Zacznijmy od definicji.
Bias – błąd poznawczy – to automatyczny skrót myślowy, którego używa nasz mózg, żeby poradzić sobie z ogromem informacji. Zamiast analizować wszystko na chłodno, podsuwa gotowe, wygodne wnioski. Często błędne, ale szybkie.
Dezinformacja jako rozrywka – to sytuacja, w której fałsz, albo mocno zniekształcona informacja, przestaje służyć wyłącznie ideologii czy zyskowi politycznemu. Zaczyna działać jak tani dreszczowiec: szokuje, wkurza, bawi, daje poczucie wiem coś, czego inni nie wiedzą. Konsumujemy ją nie dlatego, że jest prawdziwa – ale dlatego, że jest atrakcyjna emocjonalnie. Dostarcza silnych bodźców.
Innymi słowy: scrollujesz nie po to, żeby się czegoś dowiedzieć. Scrollujesz, żeby coś poczuć.
Dlaczego mózg kocha dramę
Nasz układ nagrody – głównie dopamina – wyewoluował po to, by reagować na zagrożenia i nagrody. W prehistorii to ratowało życie. Dziś social media idealnie to hakują.
Oto kluczowe mechanizmy, które czynią nas podatnymi:
Błąd potwierdzenia (Confirmation Bias). Szukamy i łatwiej zapamiętujemy informacje zgodne z naszymi poglądami. Teoria spiskowa, która potwierdza „oni kłamią, a my wiemy lepiej", daje satysfakcję i mikro-dawkę dopaminy. Badania z ostatnich lat – m.in. ze Stanford i Georgia State University – pokazują, że emocjonalna „nagroda" fake newsa często przeważa nad jego prawdziwością. Czujemy się lepiej, więc klikamy dalej.
Efekt czystej ekspozycji. Im częściej widzimy dany fake – nawet z dopiskiem „to fejk" – tym bardziej wydaje się znajomy. A znajomość błędnie odczytujemy jako wiarygodność.
Heurystyka afektu. Wiarygodność oceniamy przez pryzmat emocji. Jeśli news nas wścieka, bawi lub przeraża, rzadziej sprawdzamy fakty. Bo po co? Już czujemy, że to prawda.
I wreszcie: rage baiting – wędkarstwo gniewu. To dziś najmocniejszy haczyk. Gniew jest jedną z najbardziej angażujących emocji w internecie. Generuje najwięcej komentarzy, udostępnień, czasu spędzonego w aplikacji. Gniew trzyma cię przy ekranie.
Algorytmiczne igrzyska
Platformy nie są neutralne. Ich algorytmy zostały zoptymalizowane pod jeden cel: maksymalizację czasu uwagi. A nic nie trzyma uwagi tak mocno jak silne, negatywne emocje.
Najważniejsze zjawiska wyglądają tak:
Bańki informacyjne i komory echa. Algorytmy pokazują głównie treści zgodne z tym, co już myślisz. Dezinformacja staje się wtedy „językiem plemienia" – buduje tożsamość grupy, cementuje jej spójność. Nie chodzi już o prawdę. Chodzi o to, po której jesteś stronie.
Gamifikacja fałszu. Lajki, udostępnienia, powiadomienia – to punkty w grze. Udostępnienie szokującego posta, choć fałszywego, daje natychmiastową nagrodę społeczną i dopaminową. Twój mózg to rejestruje. I chce więcej.
Rage-baiting. Treści tworzone specjalnie po to, by wywołać oburzenie. W roku 2025 „rage bait" został słowem roku Oxford University Press – jego użycie potroiło się w ciągu dwunastu miesięcy. Algorytmy interpretują kłótnie w komentarzach jako „wartościowy content" i pompują zasięgi. Im bardziej się kłócisz, tym więcej ludzi to zobaczy.
Deepfakes i syntetyczna rozrywka. Fałszywe filmy z politykami czy celebrytami często zaczynają jako żart lub mem. Ale szybko stają się narzędziem manipulacji. W 2025 roku liczba deepfake'ów w obiegu wzrosła z około 500 tysięcy w 2023 do około 8 milionów. Wzrost rzędu setek procent rocznie.
W efekcie platformy zarabiają na reklamach wyświetlanych podczas twojego scrollowania wściekłości. Twój gniew to ich dochód.
Gry o prawdę
Gdy prawda staje się nudna, a kłamstwo emocjonujące, rodzi się nowa kultura.
Teorie spiskowe strukturalnie przypominają scenariusz filmu sensacyjnego albo gry RPG. Jesteś „poszukiwaczem ukrytej prawdy", bohaterem własnej historii. To uzależnia.
Prawda post-ironiczna – udostępniasz fake „dla beki", ale algorytm i część publiczności traktuje to serio. Intencja ironii przestaje mieć znaczenie. Informacja rozchodzi się jako fakt.
Truth Decay – rozkład prawdy. Zjawisko opisane przez RAND Corporation. Fakty tracą znaczenie. Emocje i osobiste przekonania wygrywają. W debacie publicznej liczy się nie to, co jest prawdziwe, ale co „czuje się prawdziwe".
Przykład z ostatnich miesięcy: viralowe deepfake'i polityków, memy o „ukrytych chipach", teorie o AI kontrolującym pogodę. Rozchodziły się nie dlatego, że ludzie serio wierzyli – ale bo dawały pretekst do kłótni, memów, śmiechu. Do poczucia przynależności do „oświeconych".
Jasna strona, której nie widać
Oczywiście media społecznościowe mają jasną stronę. Pozwalają budować społeczności, wspierać potrzebujących, organizować pomoc, dawać głos pomijanym. To realne zalety i nie można ich ignorować.
Problem w tym, że mechanizmy maksymalizacji uwagi faworyzują sensację i negatywne emocje. Post o cichej pomocy dostaje dziesięć razy mniej zasięgu niż post „wszyscy kłamią, tylko my wiemy prawdę".
Zagrożenie – dezinformacja jako rozrywka – dominuje.
Czy jeszcze potrafimy odróżnić?
Dezinformacja w roku 2026 nie polega już głównie na przekonaniu kogoś do kłamstwa.
Jej celem jest dezorientacja. Sprawienie, byśmy przestali wierzyć, że obiektywna prawda w ogóle istnieje. Gdy wszystko jest „tylko opinią" albo „dla mema", tracimy grunt pod nogami.
Najbardziej cierpią na tym niedojrzałe umysły – nastolatki i młodzi dorośli, którzy traktują strumień fake'ów jak serial. Scrollują, śmieją się, kłócą, ale nie uczą się weryfikacji.
To niszczy zaufanie do ludzi, do instytucji. Pogłębia polaryzację. Niszczy realne relacje międzyludzkie.
I kończy się pytaniem, które pada coraz głośniej: czy jeszcze potrafimy odróżnić zabawę od manipulacji?
Czy scrollując o drugiej w nocy, w ogóle chcemy wiedzieć?