MySocialViwer

wtorek, 30 grudnia 2025

"Bias jako plotka"

W świecie przesyconym informacją, gdzie granica między wiedzą a opinią ulega rozmyciu, uprzedzenia poznawcze (cognitive biases) nabierają wymiaru społecznego zjawiska komunikacyjnego. Teza „Bias jako plotka” sugeruje, że bias nie jest jedynie błędem w myśleniu jednostki, lecz formą symbolicznej plotki – mikro narracji, która rozprzestrzenia się w przestrzeni poznawczej i społecznej, deformując wspólny obraz rzeczywistości. Podobnie jak plotka, bias rodzi się w niepewności, czerpie siłę z emocji i uzyskuje autorytet poprzez powtórzenie, a nie dowód.

W epoce mediów cyfrowych i algorytmów, metafora „biasu jako plotki” nabiera szczególnej ostrości. W środowisku informacyjnym opartym na personalizacji treści i „bańkach filtrujących / informacyjnych”, uprzedzenia poznawcze zostają spotęgowane przez struktury technologiczne. Plotka – dawniej przekazywana ustnie – dziś funkcjonuje w postaci wiralnych opinii, nagłówków i memów, które zyskują status wiedzy dzięki społecznemu potwierdzeniu, a nie empirycznemu dowodowi.

W niniejszym tekście metafora „bias jako plotka” zostanie potraktowana jako propozycja epistemologiczna: sposób opisu relacji między jednostkowym poznaniem a zbiorową konstrukcją prawdy. Jeśli plotka jest społecznym echem niepewności, to bias można rozumieć jako jej poznawczy odpowiednik – echo naszych umysłowych skrótów, które, gdy zostaną powtórzone wystarczająco często, stają się częścią wspólnej narracji o świecie.

Bias jako plotka – psychologiczna natura uprzedzeń poznawczych w kontekście generatywności modeli językowych i rozprzestrzeniania się plotek.

W dobie szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji, szczególnie dużych modeli językowych (Large Language Models, LLM), takich jak GPT czy Llama, coraz częściej dostrzegamy podobieństwa między mechanizmami ludzkiego poznania a procesami generatywnymi w AI. Jednym z kluczowych zjawisk łączących te sfery jest bias – systematyczne odchylenie w przetwarzaniu informacji, które manifestuje się zarówno w umysłach ludzkich, jak i w wyjściach modeli AI. Niniejszy esej proponuje oryginalną metaforę: “Bias jako plotka”. Metafora ta pozwala na świeże spojrzenie na naturę uprzedzeń poznawczych, ukazując je nie jedynie jako indywidualne błędy myślowe, lecz jako dynamiczne, społecznie transmitowane konstrukty, podobne do plotek – subiektywnych, selektywnych i wiralnie rozprzestrzeniających się narracji, które kształtują percepcję rzeczywistości bardziej przez powtarzanie niż przez weryfikację faktów.

Psychologiczna natura biasu polega na skrótach myślowych, które ułatwiają przetwarzanie informacji w warunkach ograniczonej uwagi i zasobów poznawczych. Bias powstaje z emocjonalnie nacechowanej, fragmentarycznej wiedzy, jest wzmacniany przez powtarzanie i służy utrzymaniu spójności wewnętrznego modelu świata. Podobnie plotka jest selektywnie zniekształcona w transmisji i zyskuje wiarygodność poprzez społeczne potwierdzenie, nawet bez oparcia w faktach. Oba zjawiska – bias i plotka – funkcjonują jako formy „poznawczego szumu”, który deformuje osąd, ale jednocześnie spełnia funkcje adaptacyjne: bias chroni przed przeciążeniem informacyjnym, plotka wzmacnia więzi grupowe i kontrolę społeczną.

Najciekawsze jest to, co dzieje się teraz z sztuczną inteligencją, taką jak ChatGPT czy inne chatboty. One uczą się na miliardach tekstów napisanych przez ludzi – czyli na wszystkim, co kiedykolwiek wrzuciliśmy do internetu. W tych tekstach jest pełno ludzkich uprzedzeń i stereotypów. AI „przyswaja” je tak samo jak my przyswajamy plotki: nie sprawdza, czy to prawda, tylko powtarza wzorce, które najczęściej widzi. Dlatego czasem chatbot powie coś rasistowskiego albo seksistowskiego – bo „usłyszał” to tyle razy w danych, że uznał za normalne. To taka cyfrowa plotka na ogromną skalę.

Dlaczego to ważne? Bo zarówno zwykłe plotki, jak i biasy zmieniają świat wokół nas. Plotka może zniszczyć komuś reputację. Bias może sprawić, że niesprawiedliwie oceniamy ludzi, wybieramy złe decyzje albo wierzymy w fałszywe rzeczy w internecie. A kiedy biasy trafiają do AI, to one mogą je rozprzestrzeniać jeszcze szybciej – do milionów osób naraz.


sobota, 13 grudnia 2025

Boomersi i Generacja X: Kolonizatorzy, którzy zbudowali Twój Internet

 Gdy dziś mówimy o „starym internecie”, młode pokolenia często mają na myśli archaiczne strony i powolne modemy dial-up. To błąd. Określenie „cyfrowy Dziki Zachód” dla ery Boomersów i Generacji X to nie sentymentalna przenośnia – to trafny opis mentalności pionierów.

To oni, jako pierwsi masowi użytkownicy, nie tyle „weszli do sieci”, co faktycznie ją skolonizowali. Nie mieli map, reguł ani gotowych ścieżek. Ich zadaniem nie było bycie po prostu „online”, ale zbudowanie samej koncepcji bycia online. Ich dziedzictwo to nie archaiczny kod, lecz fundamenty naszej cyfrowej etykiety, architektura zaufania i głęboko zakorzenione przekonanie, że sieć to narzędzie służące życiu offline, a nie jego zamiennik.


Pionierzy przed erą social mediów: Usenet, BBS i kultywowanie wiedzy

zanim „like” i „follow” stały się cyfrową walutą, społeczności budowano w oparciu o słowo i merytoryczną dyskusję. Logika tych miejsc byłaby dziś niezrozumiała:

  • Bulletin Board Systems (BBS): Lokalne, dial-up'owe fora, łączące entuzjastów w obrębie jednego numeru telefonu – cyfrowe tablice ogłoszeń, gdzie ludzie wymieniali się plikami i informacjami.

  • Usenet: Prawdziwa archeologiczna warstwa sieci, z grupami dyskusyjnymi jak pl.soc. czy alt. Był to pierwowzór współczesnych forów i subredditów, gdzie krystalizowała się netykieta i zasada, że za nickiem stoi odpowiedzialność.

Generacja X (ur. 1965-1979) była kręgosłupem tych społeczności. Dla nich sieć nie była rozrywką, ale środkiem komunikacji i przede wszystkim źródłem specjalistycznej, niszowej wiedzy. Komunikatory takie jak IRC (Internet Relay Chat) czy polskie Gadu-Gadu wprowadzały koncepcję obecności w czasie rzeczywistym. To tu narodził się język skrótów („c.u.”, „spox”), emotikony i poczucie, że sieć jest przestrzenią do bycia sobą, ale według ustalonych, społecznie wynegocjowanych zasad.


Facebook jako Cyfrowy Album Rodzinny: Punkt Zwrotny

Prawdziwą demokratyzację i wejście do mainstreamu przyniosły portale społecznościowe: w Polsce Grono.net i kultowa Nasza-klasa.pl, a globalnie – ekspansja Facebooka.

Dla wczesnych użytkowników, w tym młodszych Boomersów (ur. 1946-1964) i starszej Gen X, platformy te pełniły rolę fundamentalnie inną niż dziś. Nie służyły do budowania personal brandu. Były cyfrowym albumem rodzinnym, szkolną kroniką i książką telefoniczną w jednym. Ludzie masowo wgrywali skany zdjęć z wakacji, szukali dawnych kolegów z ławki, tworzyli grupy osiedlowe.

„Social graph” Facebooka był wiernym odbiciem realnych, offline’owych więzi. To podejście, utylitarne i łączące, ukształtowało pierwotny etos platformy: służyła podtrzymywaniu istniejących relacji, a nie ich kreowaniu. Nie bez powodu to Boomersi pozostają dziś jedną z najaktywniejszych grup na Facebooku – traktują go jako sprawne, całościowe narzędzie do utrzymania kontaktu ze swoim światem.





Dziedzictwo Kolonizatorów: Fundament, a nie Relikt

Dlaczego spuścizna tego pokolenia wciąż jest kluczowa dla Millenialsów i Gen Z?

  • Stworzyli etykę przestrzeni publicznej: W próżni prawnej i społecznej sami wypracowali kodeksy postępowania. Pojęcia takie jak flame war, wczesne formy trollingu czy moderacja treści są ich dziełem. W praktyce, wypracowali fundamenty tego, czego oczekujemy od cyfrowej wspólnoty.

  • Zdefiniowali Internet jako środek, nie cel: Dla nich sieć to narzędzie: do znalezienia przepisu, sprawdzenia rozkładu jazdy, wysłania maila. Ten pragmatyzm stoi w kontraście do podejścia młodszego pokolenia, dla którego sieć jest środowiskiem naturalnym, gdzie się po prostu „jest” i „żyje”.

  • Są strażnikami koncepcji prywatności: Ich ostrożność w udostępnianiu życia nie wynika z technologicznego zacofania. Wynika z ostrego rozgraniczenia sfery publicznej i prywatnej – rozróżnienia, które w erze lifestreamu i kultury overshare zostało głęboko zatarte.

Ich losem jest bycie pokoleniem pomostowym. Pamiętają świat bez sieci, ale aktywnie budowali jej obecny kształt. Młodsze pokolenia odrzucą ich narzędzia („Facebook jest dla rodziców!”), ale nieświadomie będą operować w ramach przez nich ustalonych: oczekiwania, że za profilem stoi człowiek, że dyskusja ma pewne reguły, a sieć, mimo wszystko, ma służyć życiu.

Kolonizatorzy nie zajmują najatrakcyjniejszych działek. Oni wytyczają pierwsze granice, kopią studnie i stawiają szopy. Młodsze pokolenia stawiają na tych fundamentach błyszczące metropolie, ale architektoniczna rama, przez którą patrzymy na cyfrowy świat – idea łączenia prawdziwych ludzi wokół prawdziwych zainteresowań – to ich najtrwalszy pomnik.


piątek, 5 grudnia 2025

Jak ucieczka Gen-Z przed rodzicami wymusiła rewolucję algorytmów.

 Gdy historycy internetu będą analizować ewolucję mediów społecznościowych, rok 2020 zostanie oznaczony czerwoną linią. To moment, w którym nastąpiło pęknięcie. Do tego czasu internet rozwijał się w paradygmacie wyznaczonym przez Milenialsów – pokolenie, które budowało cyfrowy świat na obraz i podobieństwo swoich relacji w świecie rzeczywistym. Facebook i wczesny Instagram były cyfrowymi albumami rodzinnymi i szkolnymi kronikami.

Jednak pandemia COVID-19 stała się katalizatorem dla czegoś, co tliło się już od 2017 roku wraz z powstaniem TikToka. Zamknięcie w domach przyspieszyło eksplozję krótkich form wideo (short-form video), ale to, co wzięliśmy za chwilową modę na tańczenie przed kamerą, okazało się fundamentalną zmianą w sposobie konsumpcji informacji przez gatunek ludzki. Boom na TikTok, Reels i Shorts nie był tylko zmianą formatu z poziomego na pionowy. Był zmianą władzy.

Pokolenie Z (urodzeni w latach 1995–2010), tzw. "cyfrowi tubylcy", nie tylko zaadaptowali te narzędzia. Oni użyli ich jako broni w walce o własną tożsamość, dokonując czegoś, co socjologowie nazywają "cyfrową secesją". W niniejszym eseju przyjrzymy się, jak potrzeba ucieczki przed wzrokiem rodziców zmieniła architekturę globalnej sieci i dlaczego w 2025 roku to nastolatki, a nie prezesi Big Techu, dyktują warunki gry.


Rozdział I: Zderzenie Cywilizacji – Milenialsi vs. Gen Z

Aby zrozumieć obecny krajobraz social mediów, musimy zdefiniować konflikt, który go ukształtował. Internet przez lata był domeną Milenialsów (Pokolenie Y). To oni byli pierwszymi masowymi kolonizatorami sieci społecznościowych. Ich podejście do internetu opierało się na "przedłużeniu rzeczywistości". Dla Milenialsa Facebook służył do utrzymywania kontaktu ze znajomymi ze studiów, a Instagram do pokazywania "najlepszej wersji siebie" – wykadrowanego, przefiltrowanego życia, które miało budzić podziw w kręgu znajomych. To była era "Social Graph" – algorytmu opartego na powiązaniach międzyludzkich.

Gen Z odrzuciło ten model z brutalną siłą. Dla "Zetek" internet nie jest dodatkiem do życia – jest środowiskiem naturalnym, równie realnym jak powietrze. Nie potrzebują w nim "znajomych" w tradycyjnym sensie. Ich podejście jest utylitarne i hedonistyczne: szukają rozrywki, autentyczności i – co najważniejsze – szybkości. Efekt układu nagrody w mózgu młodego człowieka, stymulowany przez szybkie przewijanie (scrollowanie), wymusił na twórcach aplikacji skrócenie czasu na przykucie uwagi. Gen Z nie daje twórcom kredytu zaufania. Jeśli treść nie zainteresuje ich w pierwszej sekundzie, zostaje bezlitośnie odrzucona. To wymusiło śmierć długich wstępów, powolnej narracji i "budowania napięcia". Treść musi być teraz.


Rozdział II: Cyfrowa Secesja – Dlaczego młodzi uciekają?

Najgłębszym motorem napędowym zmian nie jest technologia, lecz psychologia. Gen Z dokonuje masowej migracji z platform, które zostały "skażone" obecnością starszych pokoleń. Możemy wyróżnić tu zjawisko "Digital Secession" – cyfrowego odłączenia się od przestrzeni zajętych przez rodziców, nauczycieli i dziadków.

Analizując to zjawisko, dostrzegamy pięć warstw motywacji, które ukształtowały dzisiejsze aplikacje:

  1. Ucieczka przed nadzorem (Warstwa powierzchniowa): Gdy Facebook stał się miejscem, gdzie babcia komentuje zdjęcia z imprezy, a wujek politykuje pod postami, przestał być bezpieczną przystanią dla ekspresji młodzieży. "Facebook to miejsce, gdzie kłamię dorosłym" – to zdanie, powtarzane w badaniach focusowych, jest kluczem. Młodzi potrzebowali "cyfrowego podwórka", gdzie dorośli nie mają wstępu.

  2. Anonimowość wobec "Real Life": W przeciwieństwie do Milenialsów, którzy tagowali każdego znajomego, Gen Z woli separację. Chcą być sławni globalnie, ale anonimowi lokalnie. Stąd popularność kont typu "finsta" (fake Instagram) czy całkowicie anonimowych profili na TikToku.

  3. Prawo do bycia "Cringe": Perfekcyjny feed Instagrama był pułapką. Gen Z odrzuciło presję doskonałości na rzecz chaosu. Aplikacje takie jak BeReal, a wcześniej TikTok, pozwoliły na bycie brzydkim, smutnym, dziwnym i surowym. Estetyka "lo-fi" (niska jakość, brak profesjonalnego oświetlenia) stała się nowym wyznacznikiem wiarygodności.

  4. Kreacja własnych zasad: Młodzi nie chcą dziedziczyć internetu po starszym rodzeństwie. Chcą budować go od nowa na surowym gruncie. Gdy platforma staje się zbyt uregulowana i komercyjna, tracą nią zainteresowanie.

  5. Potrzeba Dominacji (Warstwa najgłębsza): To instynkt terytorialny. Gen Z chce czuć, że dana przestrzeń należy wyłącznie do nich.

To właśnie te motywacje sprawiły, że każda próba "umłodzieżowienia" Facebooka kończyła się porażką. Młodzi nie chcą lepszego Facebooka. Chcą anty-Facebooka.


Rozdział III: Stranger-First – Śmierć "Social Graph"

Najbardziej technologiczną konsekwencją buntu Gen Z jest zmiana paradygmatu algorytmów. Do 2020 roku królował model "Social Graph" – widziałeś to, co udostępnili twoi znajomi. TikTok wprowadził i spopularyzował model "Interest Graph" (lub "Content Graph").

W tym modelu to, kogo znasz, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, co cię interesuje. Algorytm TikToka, a w ślad za nim Reels i Shorts, zaczął serwować treści w modelu "Stranger-First" (najpierw nieznajomi). Dane z 2025 roku pokazują, że na Instagramie użytkownicy spędzają ponad połowę czasu oglądając treści od kont, których nie obserwują.

To gigantyczna zmiana. Zdemokratyzowała sławę – każdy może stać się viralem z dnia na dzień bez posiadania bazy fanów – ale jednocześnie uzależniła twórców od kaprysów algorytmu, a nie od lojalności społeczności. Wygrywa ten, kto dostarcza dopaminę najszybciej, a nie ten, kto buduje najgłębsze relacje.


Rozdział IV: Ekonomiczny Szantaż – Głosowanie Nogami

Gen Z posiada władzę, której nie miało żadne wcześniejsze pokolenie nastolatków: władzę niszczenia gigantów. Mechanizm jest prosty: jeśli platforma nie dostosowuje się do ich oczekiwań, następuje masowy odpływ użytkowników ("głosowanie nogami"), co bezpośrednio przekłada się na spadki wycen giełdowych.

Historia zna konkretne przykłady tego "szantażu":

  • Wymuszenie Reels i Shorts: Sukces TikToka był tak ogromny, że Meta i Google musiały porzucić swoją dumę i skopiować funkcjonalności konkurenta. Wprowadzenie YouTube Shorts (2020/2021) i Instagram Reels (2020) nie było innowacją – było aktem desperackiej obrony przed utratą pokolenia.

  • Kampania "Make Instagram Instagram Again" (2022): Gdy Instagram próbował zbyt agresywnie stać się TikTokiem, Gen Z (wsparte przez ikony popkultury jak Kylie Jenner) zmusiło firmę do odwrotu w ciągu 48 godzin. To pokazało, kto naprawdę trzyma lejce.

W 2025 roku marki widzą twarde dane: 91% firm na TikToku notuje najwyższy zwrot z inwestycji (ROI) właśnie w formacie krótkiego wideo. Długie treści tekstowe czy statyczne zdjęcia stają się w marketingu skierowanym do młodych "martwą strefą". Gen Z nie czyta – Gen Z skanuje.


Rozdział V: Kultura Surowości i Deinfluencing

Wraz z nowym formatem przyszła nowa kultura. Gen Z, zmęczone perfekcyjnym, sprzedażowym światem influencerów millenialsowych, wykreowało trend "deinfluencingu" i "underconsumption". To paradoks: na platformie służącej do konsumpcji treści, najpopularniejszym trendem stało się odrzucanie konsumpcjonizmu.

Hasztagi takie jak "chaos editing", "sad girl aesthetic" czy "feral girl summer" promują autentyczność posuniętą do granic absurdu. Filmik nagrany w ciemnym pokoju, z brudnym praniem w tle i cichym, niewyraźnym dźwiękiem ("raw audio") ma większą szansę na sukces niż studyjna produkcja. Dlaczego? Bo jest "relatable" (można się z nim utożsamić). Profesjonalizm stał się synonimem fałszu, a amatorszczyzna – synonimem prawdy.

Co więcej, TikTok zastąpił Google. W 2024 roku 40% młodych ludzi zaczynało wyszukiwanie informacji (np. gdzie zjeść, jak ułożyć włosy) nie w wyszukiwarce Google, a w lupce TikToka. Oczekują wizualnej odpowiedzi w 15 sekund, a nie listy linków do przeczytania.


Podsumowanie: Cykl się zamyka. Nadchodzi Gen Alpha

W 2025 roku krajobraz mediów społecznościowych jest pobojowiskiem, na którym flagę wbiło Pokolenie Z. To 17-25 latkowie w ubraniach z second-handu zmusili miliardowe korporacje do przebudowy swoich produktów. Algorytmy "For You", dominacja wideo, znikające relacje – to wszystko pomniki wzniesione na cześć ich preferencji.

Jednak historia uczy nas pokory. Podczas gdy Gen Z triumfuje, za rogiem czai się już Pokolenie Alpha (urodzeni po 2012 roku). Dzieci wychowane nie na smartfonach, ale na tabletach, sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości.

Pytanie na rok 2026 i kolejne lata brzmi: czy Gen Alpha zrobi TikTokowi to samo, co Gen Z zrobiło Facebookowi? Czy uznają TikToka za "aplikację dla starych ludzi" (czyli dzisiejszych 20-latków)? Wszystko wskazuje na to, że tak. Cyfrowa secesja jest procesem ciągłym. Młodzi zawsze będą uciekać tam, gdzie nie ma dorosłych. A my, jako obserwatorzy i uczestnicy tego rynku, możemy być pewni tylko jednego: jedyną stałą w social mediach jest zmiana wymuszana przez najmłodszych.


środa, 3 grudnia 2025

Filtry, beauty-trendy i ciało w sieci

 


Internet od dawna nie jest już miejscem, w którym tylko oglądamy świat. Dziś to przede wszystkim przestrzeń, w której oglądamy samych siebie — i to w wersjach, które jeszcze dekadę temu mogłyby wydawać się futurystyczne, a może nawet niepokojące. W 2025 roku młodzi ludzie żyją w rzeczywistości, w której ciało cyfrowe, ciało przefiltrowane i ciało realne to trzy równoległe byty, nakładające się na siebie jak warstwy w Photoshopie. Tożsamość nie jest już czymś, co się „ma”. To coś, co się produkuje, aktualizuje, optymalizuje — tak samo jak aplikacje w telefonie.

Filtry, beauty-trendy, ulepszacze twarzy oparte na sztucznej inteligencji, AR-przymierzalnie i coraz bardziej dopracowane deepfake’i stały się podstawowymi narzędziami ekspresji i autokreacji. Ale to także narzędzia nacisku, porównań i napięć, które działają w tle, jak cichy system operacyjny psychiki. Młodzi ludzie doskonale wyczuwają, że ich wizerunek, ich „cyfrowa twarz”, jest walutą, którą płaci się za uwagę, widoczność, za miejsce w społecznej hierarchii algorytmów. I choć wiedzą, że filtry są iluzją, większość wciąż ich używa — bo w świecie, w którym wszyscy retuszują, prawdziwa twarz zaczyna wyglądać jak błąd w systemie.

Rok 2025 to moment, w którym technologia upiększania twarzy stała się tak zaawansowana, że potrafi „poprawić” użytkownika w sposób subtelny, wręcz niezauważalny. Nie chodzi już o olbrzymie oczy, koci filtr i porcelanową skórę. Nowe narzędzia działają jak cyfrowy makijażysta: lekko unoszą linię żuchwy, rozjaśniają cienie, usuwają zaczerwienienia, wygładzają skórę — ale tak, by nikt nie mógł wprost powiedzieć, że to filtr. To dopasowanie jest tak precyzyjne, że człowiek zaczyna przyzwyczajać się do tej „wersji premium” siebie. A kiedy później patrzy w lustro, widzi jakby wczesną betę, nie wersję finalną.

Ten rozdźwięk między „ja w filtrze” a „ja w lustrze” nie jest jedynie niegroźnym śmiesznym efektem technologicznym. Psychologowie od lat alarmują, że takie przetwarzanie własnego wizerunku prowadzi do wzrostu niezadowolenia z ciała, obniżonej samooceny, a u części młodych — do objawów dysmorfii, w której człowiek zaczyna obsesyjnie skupiać się na rzekomych niedoskonałościach. Problem jest poważniejszy, niż się wydaje. Badania ujawnione przez samą firmę Meta pokazały, że nastolatki, które czują się gorzej ze swoim wyglądem, dostają od algorytmu jeszcze więcej treści skupionych na ciele, odchudzaniu, poprawianiu wyglądu. Algorytm — zamiast neutralizować ich niepewność — wzmacnia ją. Nie dlatego, że jest „zły”, lecz dlatego, że takie treści zwykle przyciągają uwagę.

Dla młodych ludzi to codzienność. Mają wrażenie, że ich twarz jest nie tylko częścią nich, lecz także projektem — czymś, co trzeba nieustannie doszlifowywać. Filtry stają się szkłem powiększającym aspiracje i jednocześnie narzędziem kontroli społecznej. Jeśli filtr dodaje blasku, to znaczy, że bez filtra jest go za mało. Jeśli algorytm nagradza smukłość, to znaczy, że ciało powinno do niej dążyć. Jeśli wszyscy wyglądają tak samo, różnica zaczyna być wadą.

Nastolatki w tym świecie nie funkcjonują jednak jedynie jako bierni odbiorcy technologii. Są jej aktywnymi architektami, projektantami własnych mikro-trendów i stylów. To oni decydują, które filtry staną się wiralem. To oni przesuwają granice między modą a auto-ekspresją. W ich rękach filtr jest narzędziem kreacji — możliwość eksperymentowania z nowymi wersjami „ja”, nieraz wymyślonymi na potrzeby konta, persony czy konkretnej społeczności online. Cyfrowa tożsamość pozwala im testować własny obraz tak, jak kiedyś testowało się ubrania w przymierzalni. Tyle że teraz każda przymiarka jest publiczna, oceniana, komentowana.

Wielu dorosłych nie do końca rozumie, że to wszystko nie jest dla młodych zabawą. Ich cyfrowe wcielenie to realna część ich tożsamości. Jeśli ktoś zniszczy ich wizerunek w sieci, na przykład poprzez deepfake’a czy „nudifying” — coraz popularniejsze narzędzia pozwalające generować nieprawdziwe nagie zdjęcia — nie uderza to tylko w obraz online, ale w ich realną osobę, ich poczucie bezpieczeństwa, ich relacje. Coraz więcej szkół zgłasza takie przypadki: uczniowie tworzą zmanipulowane zdjęcia koleżanek i kolegów i wrzucają je do zamkniętych grup. To nie jest niewinna głupotka. To trauma, która zostaje na lata. Prawo w wielu krajach, w tym w Polsce, wciąż nadrabia dystans, bo technologia rozwija się szybciej niż kodeksy.

Jednocześnie platformy społecznościowe rozdają sygnały dwuznaczne. Z jednej strony mówią o bezpieczeństwie, wprowadzają ograniczenia, testują etykiety „edytowane”, obiecują narzędzia pomagające odróżnić obraz autentyczny od przetworzonego. Z drugiej — nadal premiują to, co wizualnie atrakcyjne, dopracowane, estetyczne. Algorytm jest jak dyrygent, który z uśmiechem zapewnia o równości, ale w praktyce zawsze podgłaśnia instrumenty grające najgłośniej.

Młodzi szybko uczą się, jak funkcjonować w tej rzeczywistości. Wiedzą, że muszą dbać o „feed”, o spójność estetyczną, o to, jak prezentują się w krótkich formatach. Widzą, że filtry AR powoli stają się elementem handlu: jeśli aplikacja pozwala przymierzyć idealny makijaż, okulary czy włosy, zaczyna to tworzyć obraz preferowanego wyglądu. Wirtualna przymiarka przenosi się później do realnego świata — w formie zakupów, zabiegów, zmian w prawdziwym ciele. Ciało cyfrowe staje się rodzajem prototypu.

W tle tego wszystkiego zachodzą jednak także ruchy oddolne. Młodzi zmęczeni presją filtrów tworzą kontrnarracje. Pojawiają się nisze „no-filter” i „anti-beauty-norm”, rosną mikro-społeczności celebrujące niedoskonałość, trądzik, zmarszczki. To nie są jednak ruchy dominujące — to alternatywne enklawy, które dają ulgę, ale nie zmieniają całego pejzażu platform. W 2026 roku można się spodziewać, że ta kontr-kultura będzie rosnąć, ale wciąż pozostanie jedynie równoległym światem dla części użytkowników, nie głównym nurtem.

W najbliższych miesiącach trend bardziej subtelnych, niewidocznych filtrów będzie się nasilał. Sztuczna inteligencja dopracuje się metod lekkiej korekty twarzy, które nie wywołują „efektu obcego”. To będzie działać tak naturalnie, że brak filtra zacznie wyglądać jak odstępstwo od normy. To paradoks naszych czasów: im bardziej technologia staje się neutralna i przezroczysta, tym bardziej zmienia nasze poczucie tego, co „normalne”.

Jednocześnie nasilą się problemy z deepfake’ami. W 2026 roku będą one prostsze, szybsze i łatwiejsze do wygenerowania niż kiedykolwiek. Jedno zdjęcie wysłane komuś w wiadomości może stać się bazą do zmanipulowanego filmu. To wymusi na szkołach, rodzicach i instytucjach edukacyjnych znacznie większą czujność. Świat, w którym obraz nie dowodzi już niczego, jest światem ryzykownym. To, co dziś wymaga kilku kliknięć i podstawowego programu, jutro będzie możliwe jednym przyciskiem w telefonie.

Przyszłość filtrów nie musi jednak być wyłącznie mroczna. Można przewidywać, że część platform zacznie eksperymentować z bardziej odpowiedzialnymi rozwiązaniami: filtrami, które nie zmieniają proporcji twarzy, a jedynie światło czy kolor; narzędziami transparentnie oznaczającymi edycję; domyślnym wyłączeniem upiększaczy dla osób nieletnich; lepszymi systemami rekomendacji. Nie są to jednak rozwiązania, które automatycznie zmienią kulturę internetu. To raczej zestaw środków łagodzących skutki mechanizmów, które napędzają cały ekosystem.

Najważniejszym elementem, jak zawsze, pozostanie człowiek. I rozmowa. W świecie, w którym każdy może poprawić swoją twarz w sekundę, trzeba nauczyć młodych rozpoznawać, skąd biorą się ich oczekiwania wobec siebie. Trzeba pokazywać im, jak działają algorytmy, jak filtry wpływają na percepcję, jak porównania społeczne potrafią zakrzywiać samoocenę. Ale przede wszystkim trzeba uświadomić im, że tożsamość nie jest projektem do ukończenia. Że nie muszą być wersją 2.0, 3.0 czy 4.1. To, co widzą w filtrze, jest tylko jedną z nieskończonej liczby możliwych interpretacji ich twarzy — i to niekoniecznie najuczciwszą.

W 2025 roku toczy się cicha bitwa o to, która wersja nas samych będzie dominować: ta offline, ta online czy ta wygenerowana przez AI. W 2026 roku ta walka stanie się jeszcze bardziej widoczna. Granice między tymi trzema światami będą coraz bardziej płynne, a młodzi będą w niej żyć naturalnie, intuicyjnie. Naszym zadaniem — jako dorosłych, edukatorów, badaczy, rodziców — jest upewnić się, że ta płynność nie zmieni się w poślizg. Że młodzi nie zgubią siebie między warstwami filtrów.

Bo filtry można wyłączyć. Presję — nie zawsze. A to, czego najbardziej potrzebuje dziś młody człowiek, to nie kolejny efekt upiększający, ale przestrzeń, w której może zobaczyć siebie bez zniekształceń — i uznać, że to wystarczająco dobra wersja.


Nowości

Nowoczesne formy rozrywki: dezinformacja jako nowy mainstream

Rozrywka w 2026 roku: jak algorytmy, rage bait i dezinformacja stały się nowym mainstreamem Nowoczesne formy rozrywki w 2026 – dezinformacj...

Popularne posty